Jeszcze na studiach współpracował ze światowym guru w dziedzinie ciąż bliźniaczych. Otrzymał stypendium START w 2000 roku. Jego doktorat z ginekologii i położnictwa wyznaczył algorytm opieki nad ciężarnymi w ciążach mnogich, w rezultacie zmniejszając o 40 proc. umieralność  noworodków. I… zniknął z nauki. Po latach odnajdujemy go za sterami jednej z największych firm farmaceutycznych wdrażającej m.in. leki na raka, w tym na nowotwory kobiece. Dr med. Jarosław Oleszczuk rozwija w Warszawie Globalne Centrum Badawczo-Rozwojowe – jedno z trzech, jakie na świecie ma firma AstraZeneca.

Karolina Duszczyk: W żartach nazywa Pan swoją decyzję „dezercją z nauki”. Medycyna na pewno nie zniknęła z Pana życia, a kierowana przez Pana firma zatrudnia więcej osób z tytułem doktora niż niejedna uczelnia. Do tego wielkie „centrum dowodzenia” badaniami klinicznymi… Jak wyglądała pana droga od badacza do współtwórcy ekosystemu dla nauki stosowanej?

Jarosław Oleszczuk: Po czwartym roku studiów medycznych musiałem zorganizować sobie wakacje tak, żeby rozwijać się naukowo. Trafiłem pod parasol naukowy prof. Louisa Keith’a na Northwestern University w Chicago. Był on największym autorytetem światowym w zakresie ciąż bliźniaczych. Zaraził mnie swoją pasją i włączył do prac międzynarodowej grupy badawczej, z którą w dwa miesiące napisaliśmy 5 publikacji! Nasze publikacje często zmieniały praktykę kliniczną w USA i na całym świecie – walczyliśmy o to, żeby zminimalizować umieralność i zachorowalność dzieci z ciąż bliźniaczych. Wtedy, z uwagi na szerokie stosowanie metod leczenia niepłodności małżeńskiej, wybuchła swego rodzaju „epidemia” ciąż bliźniaczych, stąd temat był bardzo gorący.

Kiedy otrzymał Pan stypendium START i jakie znaczenie miała ta nagroda?

Po skończeniu studiów medycznych na Uniwersytecie Medycznym w Lublinie otworzyłem przewód doktorski w Instytucie Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. To wtedy otrzymałem wyróżnienie  – wówczas nazywało się ono „Stypendium krajowe dla młodych naukowców”. Czułem się doceniony, przecież byłem wśród setki wyselekcjonowanych osób reprezentujących różne dziedziny nauki, w tym wśród kilkunastu z zakresu  medycyny. Doceniony również finansowo, bo kwota, jaką wówczas dostałem, pozwoliła mi na wykonanie wszystkich badań potrzebnych do doktoratu. A były to duże badania, bo pracowałem nad algorytmem opieki nad kobietą w ciąży mnogiej. Ten algorytm wykorzystano potem w wielu klinikach. W grupie badanej (80 ciąż) doprowadził on do 40-procentowej redukcji umieralności okołoporodowej bliźniąt. Jest to gigantyczna – i klinicznie, i statystycznie, i życiowo – liczba.

Procedury naprawdę ratują życie. Ale czy to ciekawe dla badacza?

Chciałem, żeby zmniejszyła się umieralność okołoporodowa przedwcześnie urodzonych dzieci, i to się udało. A ciekawe przypadki… Jedna z pacjentek urodziła przez cięcie cesarskie bliźniaczki syjamskie. To historia na tyle ciekawa, że została udokumentowana przez BBC.

Dla mnie ta pacjentka i jej nowonarodzone córki miały szczególny wymiar. Nie dość, że dziewczynki urodziły się w Dzień Matki, to jeszcze w dniu, kiedy zdałem mój ostatni egzamin na studiach, czyli – stałem się lekarzem. Uznałem to za znak, że powinienem się tymi dziećmi zająć. Po wielu konsultacjach znalazłem ośrodek w Filadelfii, gdzie lekarze zgodzili się przeanalizować stan dzieci. Wszystko było dla nas nowe, musieliśmy uczyć się, jak wykonać zalecone przez prof. Scotta Adzick’a badania diagnostyczne. Ostatecznie w USA podjęto się operacji rozdzielenia bliźniąt. Tyle tylko, że oszacowano koszt operacji na… milion dolarów. Roześmialiśmy się gorzko. Rodzice Weroniki i Wiktorii byli konduktorami drugiej klasy w PKP, mieli jeszcze trójkę starszych dzieci i mieszkali w jednej izbie pod Stalową Wolą: 34 metry kwadratowe, bez bieżącej wody i bez ogrzewania. Napisaliśmy Amerykanom, że ci ludzie nie mają nawet na chleb. Rada Nadzorcza szpitala rozpatrzyła formalny wniosek o dofinansowanie. Profesor Adzick ustalił z chirurgami, że nie wezmą honorarium za pracę, mieliśmy tylko negocjować sam pobyt – 700 tys. za pół roku pobytu w szpitalu.

Dlaczego ta operacja musiała być tak kosztowna?

Dzieci były zrośnięte brzuszkami i klatką piersiową. Wszczepiono im pod skórę baloniki i sukcesywnie te baloniki wypełniano – żeby dziury powstałej w wyniku operacji nie trzeba było przykrywać sztuczna skórą. A tak, powstało wystarczająco dużo własnej skóry dziewczynek, rozciągniętej na tyle,  żeby zamknąć rany. W sumie przeprowadzono 5 operacji. Ja pojechałem tam z dziećmi i ich mamą. Zorganizowałem jej na pół roku mieszkanie w Ronald McDonald Foundation – w hostelu dla rodziców dzieci, które były hospitalizowane. Koszt 150 dolarów miesięcznie pokryła Polonia. Linie LOT zaoferowały dzieciom przelot za darmo. Udało nam się zmienić procedury, żebyśmy mogli przewieźć samolotem rejsowym niezbędne butle z tlenem. Zawiozłem dzieci w sierpniu 1999 roku, w listopadzie wróciłem na samą operację ich rozdzielenia. Odebrałem je z powrotem, zdrowe. W tym roku dziewczynki zdały maturę, idą na studia. Widuję się z nimi co roku, w Dniu Matki.

Był Pan na fali wznoszącej, mógł Pan zapewne wybrać staż w dowolnym ośrodku na świecie. Dlaczego zmienił Pan diametralnie kierunek kariery zawodowej? Czy to z powodów finansowych, czy właśnie dzięki zdobytym nowym zdolnościom do negocjacji, organizacji i zarządzania?

Względy finansowe nie były bodźcem. I – tak, dostałem niejedną propozycję stażu podoktorskiego, ale… miałem poczucie, że chcę spróbować czegoś innego. Uwielbiałem pisanie publikacji. Nie chodziło zatem i o biurokrację. Dzięki stałej współpracy z ośrodkiem w Chicago powstało ponad 100 publikacji naukowych, później już także na inne tematy. Akurat kończyliśmy książkę na temat ciąży trojaczej, podręcznik medyczny. Ale stanąłem przed dylematem: mój przyjaciel profesor Louis …. miał już 70 lat i całe życie, jak sam mawiał, „biedował”. Jego młodsi koledzy, praktykujący medycynę, mieli piękne rezydencje na przedmieściach Chicago, z basenami, a on mieszkał w stumetrowym mieszkaniu. Ja też mogłem wybrać pomiędzy badaniami naukowymi a pracą lekarską, która dawała satysfakcję finansową, ale mnie nudziła. Wybrałem trzecią drogę. Już uczyłem się na MBA, kiedy odebrałem telefon z McKinsey & Company…

Jak Pana znaleźli?

Przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej. Odkryli, że FNP ma wyselekcjonowaną setkę topowych młodych naukowców w Polsce. Obdzwaniali każdego, proponując dwudniowe warsztaty, które być może zaowocują współpracą. W McKinsey wciągnęła mnie kultura pracy – o niebo inna, niż ta, jaką znałem ze szpitala, gdzie profesor jest bogiem, a ty nawet jak coś wiesz, to lepiej się nie odzywaj. Tam obowiązywała zasada, że jeżeli ktoś starszy stażem mówi coś, co według ciebie nie ma sensu, to ty masz obowiązek niezgodzenia się z jego opinią. I działało. Pracowałem na różnych kontynentach. W końcu przeszedłem do branży farmaceutycznej. Cały czas byłem blisko medycyny. W sercu miałem pasję pomagania innym. Razem z AstraZeneca pozostajemy na tym froncie. Osobiście czuję, że nadal jestem lekarzem i pomagam tysiącom pacjentów!

Kim jest prezes polskiego oddziału Astra Zeneca prywatnie?

Ojcem trójki dzieci, choć żadnych bliźniaków. Mam 13-letnią córkę oraz 4- i 2-letniego syna. Moja żona jest okulistką. Codziennie wstaję o 4.30 rano, kiedy moja rodzina jeszcze śpi. Biegam, pływam i jeżdżę na rowerze. Podchodzę do sportu nie wyczynowo, ale jak do zdrowego stylu życia. Kiedy staję na wagę wyposażoną w funkcję obliczania mojego wieku biologicznego, wskazanie nie przekracza 30 lat. To mnie bardzo motywuje i chciałbym ten wiek utrzymać jeszcze co najmniej przez kilka dekad. Chcę do 90-tki uprawiać triatlon.

O pracy u steru polskiego oddziału Astra Zeneca dr Jarosław Oleszczuk opowie w drugiej części wywiadu.

Rozmawiała Karolina Duszczyk

Na zdjęciu dr Jarosław Oleszczuk, stypendysta START z 2000 r., medycyna.

#JestemStartowcem

Wyrażam zgodę na otrzymywanie materiałów informacyjnych dotyczących oferty programowej oraz działań podejmowanych w celu pozyskania środków na działalność statutową przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej, na podany w trakcie rejestracji adres e-mail. Administratorem danych osobowych zawartych w niniejszym formularzu jest Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, z siedziba w Warszawie 02-611, ul. Ignacego Krasickiego 20/22. Jednocześnie przyjmuję do wiadomości, że w stosunku do danych osobowych przekazanych FNP przysługują mi prawa wskazane w art. 32 ustawy z dn. 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2016 r. poz. 922 z późniejszymi zmianami), w szczególności prawo dostępu do danych, ich poprawiania oraz żądania zaprzestania ich przetwarzania. Wyrażenie zgody na podanie danych osobowych jest dobrowolne. Oraz: Wyrażam zgodę na przetwarzanie podanego przeze mnie adresu e-mail przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej z siedzibą w Warszawie przy ul. Krasickiego 20/22 w celu otrzymywania newslettera Fundacji. Przyjmuję do wiadomości, że zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2014 r. poz. 1182 ze zm.) mam prawo do dostępu do podanego przeze mnie adresu oraz jego poprawiania. Podanie adresu e-mail jest dobrowolne.

FreshMail.pl
 

Wyrażam zgodę na otrzymywanie materiałów informacyjnych dotyczących oferty programowej oraz działań podejmowanych w celu pozyskania środków na działalność statutową przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej, na podany w trakcie rejestracji adres e-mail. Administratorem danych osobowych zawartych w niniejszym formularzu jest Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, z siedziba w Warszawie 02-611, ul. Ignacego Krasickiego 20/22. Jednocześnie przyjmuję do wiadomości, że w stosunku do danych osobowych przekazanych FNP przysługują mi prawa wskazane w art. 32 ustawy z dn. 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2016 r. poz. 922 z późniejszymi zmianami), w szczególności prawo dostępu do danych, ich poprawiania oraz żądania zaprzestania ich przetwarzania. Wyrażenie zgody na podanie danych osobowych jest dobrowolne. Oraz: Wyrażam zgodę na przetwarzanie podanego przeze mnie adresu e-mail przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej z siedzibą w Warszawie przy ul. Krasickiego 20/22 w celu otrzymywania newslettera Fundacji. Przyjmuję do wiadomości, że zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2014 r. poz. 1182 ze zm.) mam prawo do dostępu do podanego przeze mnie adresu oraz jego poprawiania. Podanie adresu e-mail jest dobrowolne.

FreshMail.pl