O potrzebach polskiej nauki, niezależności fundacji i współodpowiedzialności za sprawy młodych naukowców z prof. Maciejem Żyliczem, prezesem Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, rozmawia Karolina Duszczyk.

Karolina Duszczyk: Panie profesorze, Fundacja zachęca prywatne osoby, aby – poprzez odpis 1% podatku lub inne formy darowizn – uczestniczyły we wspieraniu badaczy u progu kariery naukowej. Dlaczego organizacje pożytku publicznego powinny dbać o finansowanie z różnych źródeł, w tym pochodzące od „każdego z nas”?

Maciej Żylicz: Pieniądze społeczne gwarantują niezależność. To w nauce, podobnie jak w sztuce, kwestia szalenie istotna. A polega, w wielkim skrócie, na tym, że naukowiec sam wybiera tematykę własnych badań. Oczywiście, administracja państwowa może na przykład wskazać jako cel walkę z nowotworami bądź podróż na inną planetę, ale nie powinna  narzucać sposobu, w jaki cele te należy osiągnąć. Ale to badacz musi podjąć decyzję – po pierwsze, czy chce iść w sugerowanym kierunku, a po drugie – w jaki sposób chce tam dotrzeć. Inaczej nie byłaby to nauka, tylko ekspertyza na zlecenie.  Zdrowa jest sytuacja, kiedy naukowiec kieruje się ciekawością otaczającego go świata, a państwowa lub prywatna agencja grantowa albo zgadza się przeznaczyć pieniądze na jego poszukiwania, albo nie. My bardzo cenimy sobie również własną niezależność. Fundacja na rzecz Nauki Polskiej jest instytucją niezależną w kilku wymiarach: finansowym, programowym, a także organizacyjnym. Administracja państwowa nie ma wpływu na to, kto zasiada w naszej radzie czy zarządzie, ani jakie programy grantowe prowadzimy. Dlatego zachęcam, żeby razem z nami młodych badaczy wspierali ludzie o różnych poglądach, oczekiwaniach i zainteresowaniach.

Ale czy to, że Fundacja na rzecz Nauki Polskiej ma pieniądze pochodzące ze środków publicznych nie jest sprzeczne z jej niezależnością?

Na powstanie naszej fundacji 26 lat temu decyzją Sejmu RP przeznaczono pieniądze z likwidowanego wówczas Centralnego Funduszu Rozwoju Nauki i Techniki. W myśl polskiego prawa po przekazaniu tych pieniędzy Fundacji formalnie nie są to środki publiczne. Część funduszu założycielskiego od lat inwestujemy w instrumenty finansowe. Dbamy, aby te pieniądze pracowały dla nauki. Z wypracowanych w ten sposób środków przekazaliśmy naukowcom ponad 490 mln zł. Co roku nasze sprawozdania finansowe są badane przez firmy audytorskie, sprawdzają nas też państwowe organy kontrolne. Kontrole te potwierdzają, że powierzone nam pieniądze wydajemy prawidłowo. Sprawozdanie z działalności Fundacji składamy także co roku właściwemu ministrowi oraz zamieszczamy w bazie organizacji pożytku publicznego.

Kilkanaście lat temu przekazano nam także prawie 52 mln zł pochodzące z prywatyzacji spółek Skarbu Państwa.  Pieniądze te przeznaczyliśmy w całości na program START. Warto jednak pamiętać, że to źródło finansowania stypendiów kiedyś się skończy. Zaznaczę, że koszty obsługi administracyjnej ponosi Fundacja, a przekazane nam fundusze są bezpośrednio przeznaczane na stypendia dla młodych ludzi. Tej zasady będziemy się bezwzględnie trzymać, dysponując pieniędzmi otrzymanymi od podatników. Nie uchylamy się jednak od pozyskiwania środków publicznych. Polska otrzymuje znaczące środki z UE i decyduje się – moim zdaniem słusznie – na przeznaczenie istotnej ich części na finansowanie badań. Te pieniądze ktoś musi fizycznie rozdysponować i sprawić, aby dotarły do celu – czyli do naukowców. Mamy ludzi, narzędzia i doświadczenie w prowadzeniu działalności grantodawczej dla nauki. Nie chcemy i nie mogliśmy uchylić się od współodpowiedzialności.

Jakie mogą być skutki korzystania z funduszy unijnych przez niezależną organizację?

Przyznam, że 10 lat temu obawialiśmy się nacisków z zewnątrz. Mamy inną perspektywę niż urzędnicy, którzy przecież nie „siedzą” w nauce i nie zawsze znają jej prawdziwe potrzeby. Politycy ulegają też trendom i różnym modom.  Z niepokojem  obserwuję, jak część polityków podejmuje decyzje dotyczące nauki na podstawie lektury ogólnodostępnych tygodników, a nie ekspertyz fachowców. Zresztą na całym świecie jest podobnie, punktem odniesienia dla decydentów są często publikacje popularnonaukowe a nie naukowe.

Rada FNP zgodziła się, abyśmy spróbowali pozyskać fundusze strukturalne, pod warunkiem, że programy finansowane z tego źródła będą nadal  naszymi autorskimi programami i że pozostaniemy wierni zasadzie wspierania najlepszych. Tak się też stało. Sięgnęliśmy po fundusze UE  z przeświadczeniem, że dyrektywy unijne są klarowne i jednoznaczne. Niestety, nie przewidzieliśmy sytuacji, że wielokrotnie nasze polskie prawo nie nadąża za nimi, tworząc przestrzeń trudną do interpretacji. Musimy dostosować się do wielu trudnych procedur, ale to cena, jaką warto było zapłacić za możliwość przekazania naukowcom w Polsce ponad pół miliarda złotych.

Czy Fundacja dostawała w przeszłości pieniądze od prywatnych darczyńców?

Tak. Nieżyjący już znakomity fizyk prof. Adam Sobiczewski, przekazał nam znaczącą kwotę, na dofinansowanie wybranych stypendiów w programie START. Zaproponował, by te dodatkowe fundusze przekazywać najwyżej ocenionym w konkursie stypendystom zajmującym się fizyką teoretyczną, matematyką i astrofizyką, czyli jego własnymi zainteresowaniami. Z kolei śp. profesor Barbara Skarga przekazała młodym naukowcom odszkodowanie, jakie otrzymała za czas spędzony w sowieckich łagrach. Powstał także fundusz stypendialny profesora Leszka Kołakowskiego dla młodych filozofów.

Pieniądze prywatne są dla nas istotne. Dają nam swobodę działania na rzecz środowiska naukowego w Polsce, którego jesteśmy częścią. Dojrzewaliśmy do tej konkluzji jakiś czas i doszliśmy do wniosku, że musimy być bardziej aktywni i zachęcać potencjalnych darczyńców do wspólnych działań, tym bardziej, że cel jest zacny.

Kto mógłby zechcieć wziąć współodpowiedzialność za sprawy młodych naukowców?

Zarówno ich starsi koledzy, którzy kiedyś sami otrzymali wsparcie, jak i ci, którym powiodło się, choć nie mieli żadnych ułatwień u progu kariery i wiedzą, jak ciężko jest na początku. Z prośbą o wsparcie zwracamy się również do przyszłych pracodawców naszych stypendystów. Już teraz istnieje spore grono przedsiębiorstw prowadzących działalność badawczo-rozwojową i zatrudniających naukowców. Wiem, że szefowie wielu z tych firm co roku niecierpliwie czekają, aż ogłosimy listę laureatów programu START. Te listy są dla nich jak najlepsze referencje, bo wskazują młodych, zdolnych, wykształconych przez polskie uczelnie, oryginalnie myślących, świetnych kandydatów na pracowników.

Nie mam moralnego problemu, prosząc o pieniądze dla młodych naukowców. Ich kłopoty są ponadczasowe. Wiem, że istnieją inne organizacje pożytku publicznego, którym również należą się pieniądze – takie, które ratują życie, pomagają słabszym czy chorym. Ale inwestycja w młodych naukowców to tylko inny, bardziej długofalowy sposób patrzenia na te same potrzeby. To szukanie przyczyn, a nie tylko zajmowanie się skutkami. Daleki jestem od obiecywania komukolwiek, że dzięki naszym wspólnym wysiłkom przełom w walce z konkretną chorobą nadejdzie już jutro – to tak nie działa. Fundacja daje po prostu każdemu z nas szansę na dołożenie swojej cegiełki do rozwoju nauki i postępu cywilizacyjnego. Jest to kwestia odpowiedzialności społecznej.

Z jakimi problemami borykają się badacze u progu kariery?

Mówimy o osobach, które dopiero rozpoczynają swoją karierę naukową. I są na kluczowym etapie życia, kiedy  podejmują  decyzję o kontynuacji bądź porzuceniu pracy badawczej.  Tu pojawiają się oczywiście kwestie finansowe, bo bez tego trudno racjonalnie planować swoje życie. Młodzi ludzie potrzebują godziwych pieniędzy, aby móc skoncentrować się na pracy naukowej, a jednocześnie móc zadbać o „start” życiowy – dom, rodzinę, zdrowie i edukację dzieci. Ale nie chodzi jedynie o godne wynagrodzenie, chodzi także o motywację. Przyznając stypendia START, pokazujemy, że to, co robią młodzi naukowcy, jest dla nas ważne i potrzebne, że widzimy sens w ich wytężonej pracy i że nie oczekujemy efektu „na już”. Kolejna sprawa to danie młodym ludziom szansy i możliwości samorealizacji. W Polsce średnia wieku profesorów i osób zarządzających nauką jest bardzo wysoka. Trudno jest wejść w te skostniałe struktury. Nie mówię tu o doktoratach – tutaj nie ma większego problemu, ale już otrzymanie zatrudnienia na uczelni po doktoracie lub po powrocie ze stażu naukowego bywa niezwykle trudne. Szczególnie, że każdy młody człowiek po doktoracie powinien wyjechać i zobaczyć, jak uprawia się naukę za granicą. Optymalnie byłoby, żeby wrócił do innego ośrodka niż ten, w którym pracował wcześniej. Błąd naszego systemu polega na tym, że przeszło 95 proc. ludzi wraca do swojego „gniazda” i tam pozostaje. Ale nawet we „własnych” ośrodkach gigantycznym problemem młodych ludzi jest założenie własnego zespołu. Wszystko zależy od rad wydziałów czy rad naukowych, które pilnują, żeby młodemu człowiekowi  nie „dostało się” zbyt wiele i zbyt łatwo. Niektórzy uważają, że habilitacja to próg jakościowy w pracy naukowca, ja twierdzę zupełnie inaczej – chodzi o to, żeby młody człowiek musiał pochylić głowę i poprosić profesorów o zgodę na kontynuowanie własnej kariery. I znów wracamy do niezależności…

Stypendia START trafiają bezpośrednio do młodych naukowców, uczelnia na nich bezpośrednio nie zyskuje tak jak na grantach. Czy w takim razie stypendia START są także istotne z punktu widzenia uczelni?

Od wielu lat liczba otrzymanych stypendiów START jest wyznacznikiem jakości dla polskich uczelni i instytutów badawczych. Na niektórych uniwersytetach wprowadzono regułę, wedle której laureat stypendium START ma zapewnione zatrudnienie na uczelni. Zapracowaliśmy sobie na to! Program START ma ponad dwudziestopięcioletnią historię, a jego laureaci w trakcie dalszej kariery osiągnęli międzynarodowe sukcesy. Stypendia mogą otrzymać wszyscy, także studenci i doktoranci prywatnych uczelni – jeżeli tylko mają osiągnięcia i prowadzą dobre badania. Ważna jest tylko jakość i oryginalność dorobku naukowego wskazanego przez kandydata. Wyboru  laureatów dokonują eksperci na dwóch etapach oceny konkursowej. Korzystamy z recenzji ekspertów w każdej dziedzinie – fizycy sprawdzają fizyków, historycy historyków i tak wybieramy najlepszych z najlepszych. Często pytają mnie, szczególnie politycy, skąd mamy pewność, że wybieramy najlepszych. Odpowiadam im, że oczywiście 100% pewności nie mamy, ale przy wyborze kandydatów stosujemy międzynarodowe standardy oceny peer review.

Czy są w Polsce ośrodki naukowe, z których nikt nie aplikuje o wasze stypendia i dlaczego tak się dzieje?

Niestety, kultura jakości nie jest w polskich realiach powszechna. Jeżeli ktoś wybija się ponad przeciętność, często zamiast otrzymać wsparcie, jest spychany w dół.  Nie można być pewnym, że ważne osiągnięcie naukowe doprowadzi młodego człowieka do awansu – czasem jest dokładnie odwrotnie. I bywa, że awansuje badacz pokorny, a zdolniejszy człowiek, który nie ma szczęścia do opiekuna naukowego, stoi w miejscu, i nie ma szansy rozwoju. Mam odwagę mówić o tym głośno, tak jak kiedyś Fundacja miała odwagę powiedzieć jako pierwsza, że młodzi naukowcy powinni godziwie zarabiać.

Dlatego nie otaczają nas sami przyjaciele. Dajemy pieniądze jednemu procentowi pracowników naukowych w Polsce, pozostali odpadają albo w ogóle nie aplikują o pieniądze na badania. Średnio zaledwie jedna osoba na cztery aplikujące otrzymuje od nas wsparcie. Badacze pewni swoich celów i jakości badań, nawet gdy im się nie uda, aplikują ponownie. Są też sfrustrowani naukowcy, którzy odpadli w procedurach konkursowych i twierdzą, że zostali skrzywdzeni, potraktowani niesprawiedliwie. Oczywiście w nauce, tak jak w każdej innej dziedzinie życia, wiele spraw dzieje się nieuczciwie i często ludzie sugerują, że w naszych konkursach również. Zapewniam, że tak nie jest. Wnioski są odrzucane przez ekspertów Fundacji wyłącznie z względów merytorycznych. Będziemy dalej robić swoje: finansować  najlepsze projekty bez patrzenia na to, czy pochodzą z małego, czy dużego ośrodka naukowego i czy opiekunem naukowym wnioskodawcy jest znany promotor. Tylko tak możemy realizować naszą misję.

Co łączy, a co odróżnia Fundację od agend rządowych?

Jesteśmy częścią systemu finansowania nauki w Polsce, systemu, na który składają się nie tylko agencje rządowe. Jest w nim także miejsce na organizację pozarządową, podmiot niezależny, który działa trochę inaczej niż instytucje państwowe, ale współpracuje z nimi, gdy jest taka potrzeba. Łączy nas na pewno wspólna troska o naukę jako całość. Narodowe Centrum Nauki, instytucja, której powstanie bardzo wspieraliśmy, przeznacza przeszło 20 proc. swoich środków na wsparcie dla młodych uczonych. Nasz program START stanowi prawie połowę budżetu Fundacji, jeśli uwzględnimy wyłącznie środki własne FNP, odkładając na chwilę na bok rozdysponowane przez nas środki unijne. Odróżnia nas od siebie źródło finansowania. My, choć wchodzimy czasem w sojusz z administracją publiczną i bierzemy udział w procesie wydawania funduszy strukturalnych w Polsce, to jesteśmy prywatną fundacją, opierającą swoją niezależność na możliwości samodzielnego kreowania i finansowania swoich działań.

Mamy też odmienną filozofię podziału nauk na stosowane i podstawowe. Pod względem merytorycznym Narodowe Centrum Badań i Rozwoju odpowiada za wspieranie nauk stosowanych, zaś Narodowe Centrum Nauki – podstawowych. My uważamy, że nie ma sensu dzielić  nauki na  podstawową  i stosowaną, możemy mówić tylko o dobrej i  złej nauce. Ta dobra na pewno będzie miała swoje konsekwencje – czy to społeczne, czy też  „namacalne”, w postaci produktów wdrożonych w gospodarce. Uciekamy od podziału stosowanego w poprzednim wieku i po prostu wspieramy bardzo dobrą naukę.

„Dobra” nie musi oznaczać „obiecująca”?

System grantowy jest oparty na pewnej manipulacji: „dostaniesz pieniądze, jeśli wskażesz praktyczne zastosowania dla swoich badań”. Łatwo jest mówić o przełożeniu wyników naukowych na korzyści społeczne i gospodarcze. Oczywiście są pewne dziedziny, takie jak na przykład moja (pracuję nad biologią nowotworów), gdzie można osiągnąć wyniki, które da się zastosować w życiu. Ale w wielu dziedzinach nie ma takiego bezpośredniego przełożenia i nie wolno zmuszać badaczy, żeby mamili nas obietnicami.

Fundacja działa inaczej. Finansujemy po prostu osoby, które prowadzą dobre badania, bo wierzymy, że ich prace przyniosą efekt – niekoniecznie za rok czy pięć lat. Jeżeli ktoś przychodzi i mówi, że przeniesie do Polski nowatorską technologię, to dla nas takie badania nie są oryginalne, ponieważ gdzieś indziej ta technika została już zastosowana. I nie wspieramy autorów takich projektów, mimo że pewnie miałyby one bezpośrednie przełożenie na gospodarkę.

Jak zmieniły się potrzeby polskiej nauki przez 26 lat?

W pierwszych latach działalności inwestowaliśmy w aparaturę badawczą, a w odniesieniu do nauk humanistycznych –  w  biblioteki. Teraz nie widzimy już takiej potrzeby, mamy dobrze wyposażone laboratoria, a dzięki internetowi możemy czytać publikacje w naszym własnym komputerze. Jeszcze kilkanaście lat temu bardzo trudno było młodym ludziom z „nieznanej Polski” wyjechać za granicę i odbyć staż podoktorski. Szczególnie, że najlepsze zagraniczne zespoły przyjmują tylko tych ludzi, którzy przyjeżdżają z własnymi pieniędzmi. Wtedy potrzebny był program oferujący stypendia zagraniczne dla Polaków. Po kilku latach okazało się, że można już załatwić prestiżowe stypendia w najlepszych miejscach na świecie przez telefon. Potem prowadziliśmy program Homing, żeby umożliwić powrót do pracy naukowej w Polsce młodym  badaczom, którzy wyjechali za granicę na staż podoktorski. Z kolei gdy Fundacja dowiedziała się, że poważnym problemem dla polskich laureatów europejskiego programu ERC przeznaczonego dla młodych badaczy jest niskie stypendium indywidualne, stworzyliśmy program Idee dla Polski, w którym jako instytucja prywatna wyrównywaliśmy stypendium laureatów grantu ERC do poziomu europejskiego.

Sama fundacja też się zmieniła?

Staramy się elastycznie budować portfolio naszych programów i dostosowywać nasze działania do zmieniającej się sytuacji. Ta cecha jest zresztą typowa dla większości prywatnych fundacji w ogóle, a dla tych finansujących badania naukowe w szczególności.

Jesteśmy uważni i szybko reagujemy na zmieniające się potrzeby badaczy. Wśród podobnych organizacji w innych krajach, mogę wskazać np. Fundację Volkswagena czy Fundację Boscha w Niemczech, Wellcome Trust w Wielkiej Brytanii czy Howard Hughes Medical Institute w USA, z którymi zresztą współpracujemy. Niezależne fundacje to takie „siły szybkiego reagowania” w rozbudowanym systemie finansowania badań naukowych.

Stałym elementem strategii Fundacji jest wspieranie ludzi na początku kariery naukowej. Oni mają podobne problemy w każdych czasach i w każdym europejskim kraju. Nawet jeśli w systemie jakiegoś kraju jest więcej pieniędzy na naukę.

A gdyby pojawiła się niezależna instytucja, która również postanowi przyznawać „polskie Noble” – czy będzie to dla Fundacji konkurencja czy partner do współpracy?

Przez wiele lat próbowaliśmy przekonać władze, że utworzenie takiej agencji jak NCN jest niezbędne, bo dzięki temu  będzie można w znacznie szerszym zakresie wspierać najlepszych naukowców w Polsce. Gdy powstał NCN, to przy tworzeniu swoich programów częstokroć wzorował się na doświadczeniach FNP. Cieszymy się z tego, bo duża  państwowa instytucja może realizować podobne do naszych cele, ale na znacznie większą skalę. Rośnie zaangażowanie firm, które fundują własne nagrody, granty czy stypendia dla naukowców. Im więcej instytucji wspiera naukę, tym lepiej. To nie jest konkurencja tylko synergia.

Rozmawiała Karolina Duszczyk

Przeczytaj także artykuł na stronie serwisu PAP – Nauka w Polsce pt. „Niezależność dzięki współodpowiedzialności”

Na zdjęciu: prof. dr hab. Maciej Żylicz, Prezes Fundacji na rzecz Nauki Polskiej, fot. Magdalena Wiśniewska-Krasińska

Wyrażam zgodę na otrzymywanie materiałów informacyjnych dotyczących oferty programowej oraz działań podejmowanych w celu pozyskania środków na działalność statutową przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej, na podany w trakcie rejestracji adres e-mail. Administratorem danych osobowych zawartych w niniejszym formularzu jest Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, z siedziba w Warszawie 02-611, ul. Ignacego Krasickiego 20/22. Jednocześnie przyjmuję do wiadomości, że w stosunku do danych osobowych przekazanych FNP przysługują mi prawa wskazane w art. 32 ustawy z dn. 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2016 r. poz. 922 z późniejszymi zmianami), w szczególności prawo dostępu do danych, ich poprawiania oraz żądania zaprzestania ich przetwarzania. Wyrażenie zgody na podanie danych osobowych jest dobrowolne. Oraz: Wyrażam zgodę na przetwarzanie podanego przeze mnie adresu e-mail przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej z siedzibą w Warszawie przy ul. Krasickiego 20/22 w celu otrzymywania newslettera Fundacji. Przyjmuję do wiadomości, że zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2014 r. poz. 1182 ze zm.) mam prawo do dostępu do podanego przeze mnie adresu oraz jego poprawiania. Podanie adresu e-mail jest dobrowolne.

FreshMail.pl
 

Wyrażam zgodę na otrzymywanie materiałów informacyjnych dotyczących oferty programowej oraz działań podejmowanych w celu pozyskania środków na działalność statutową przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej, na podany w trakcie rejestracji adres e-mail. Administratorem danych osobowych zawartych w niniejszym formularzu jest Fundacja na rzecz Nauki Polskiej, z siedziba w Warszawie 02-611, ul. Ignacego Krasickiego 20/22. Jednocześnie przyjmuję do wiadomości, że w stosunku do danych osobowych przekazanych FNP przysługują mi prawa wskazane w art. 32 ustawy z dn. 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2016 r. poz. 922 z późniejszymi zmianami), w szczególności prawo dostępu do danych, ich poprawiania oraz żądania zaprzestania ich przetwarzania. Wyrażenie zgody na podanie danych osobowych jest dobrowolne. Oraz: Wyrażam zgodę na przetwarzanie podanego przeze mnie adresu e-mail przez Fundację na rzecz Nauki Polskiej z siedzibą w Warszawie przy ul. Krasickiego 20/22 w celu otrzymywania newslettera Fundacji. Przyjmuję do wiadomości, że zgodnie z ustawą z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2014 r. poz. 1182 ze zm.) mam prawo do dostępu do podanego przeze mnie adresu oraz jego poprawiania. Podanie adresu e-mail jest dobrowolne.

FreshMail.pl